Strefa wiedzy dorosłego

Dieta - dla niektórych zwykły kaprys, dla innych konieczność.

Nasze społeczeństwo - goniące za kolejnymi trendami, zapatrzone jedynie i wyłącznie na siebie, odpychające chorobę jak najdalej się tylko da oraz traktując zdrowie jak coś oczywistego, nie wie, że wśród nas żyją ludzie, którzy nie mogą nic jeść, a kroplówki zastępują im posiłek.

Gluten, soja, kozie mleko, ścisła i często kosztowna dieta nie uznająca żadnych odstępstw. Dla niektórych konieczność, dla innych zwykły kaprys. 
 
Magdę poznaję na jednym z forum o zdrowym trybie życia i odżywianiu. Jego adres pojawia się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania i reklamuje jako najlepsza strona o odchudzaniu w Polsce. Wygląda i brzmi zachęcająco. Klikam dalej żeby przekonać się co jest mi w stanie zaoferować. Na głównej stronie od razu zasypują mnie historie użytkowniczek, które walkę z kilogramami mają już za sobą. Uśmiechnięte zdjęcia, które w założeniu mają motywować i zachęcać do zapisania się do społeczności. Zakładam konto, zastanawiając się do jakiego świata trafiłam i czy potrafię się tutaj odnaleźć. Dieta Dukana, South Beach, Kopenhaska, Kapuściana, Montignaca i wiele innych, które użytkowniczki przetestowały i polecają.  Przeglądam tematy, jednak żaden z nich nie mówi mi zbyt wiele.
 
Nigdy za bardzo nie przestrzegałam żadnej diety ani specjalnie o siebie nie dbałam. Zawsze sądziłam, że nie mam na to czasu czy najzwyczajniej nie mam takiej potrzeby mówi Magda, gdy udaje nam się wymienić ze sobą pierwsze wiadomości. Koleżanki czasami podsuwały mi pod nos jakieś diety cud, jednak nie byłam tym zainteresowana. Jadłam wszystko i przestrzegałam jednej zasady, byleby tylko było szybko. Smak miał zdecydowanie drugorzędne znaczenie -dodaje.
 
Jaki jest prawidłowy rozkład białek, tłuszczy i węglowodanów przy diecie 1650 kcal? Nie mam pojęcia jednak w założonym zaledwie przed chwilą wątku już pojawiają się odpowiedzi. Podobnych pytań jest na forum wiele. Przeglądam dalej. 
Kiedy to wszystko się zaczęło? Mniej więcej trzy lata temu, gdy jedna z moich koleżanek przeszła na wegetarianizm. Można powiedzieć, że była swojego rodzaju moda na taki tryb życia, więc pomyślałam sobie, że w sumie to czemu nie? Moja koleżanka wyglądała po tym lepiej, jej cera była o wiele lepsza. Odrzuciłam więc mięso i od tego wszystko się tak naprawdę zaczęło. Nie byłam na tej diecie jednak zbyt długo, nie za bardzo mi pasowała. Mam problem z odstawianiem rzeczy, które mi smakują -zwierza się dalej ze swoich przygód z dietami Magda.
 
Nie mogę trafić nigdzie na dobry jakościowo keczup czy ktoś jest w stanie mi coś doradzić?’ na forum zawisa desperackie pytanie. Na odpowiedzi oczywiście nie trzeba długo czekać. Po chwili dowiaduje się, że powinno się kupić rzadki przecier w kartoniku, ugotować go i doprawić cynamonem. Warto to jeszcze wszystko zmiksować z suszonymi daktylami. Istnieje również odmienny sposób, który szybko podsuwa inna użytkowniczka. Przetarcie pomidorów, przełożeniu je przez sitko, dodanie rozgniecionego ząbku czosnku, ziela, liścia laurowego, soli i pieprzu.
 
Magda jest znowu na forum. Może uda nam się dokończyć wątek jej kolejnych diet? Mniej więcej dwa lata temu, celebryci zaczęli szaleć na punkcie diety bezglutenowej. Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałam, ale wszyscy zachwycali się rewelacyjnymi efektami. Nie udało mi się z mięsem, więc pomyślałam, że może to coś dla mnie. Wtedy jednak było dość ciężko zdobyć coś co byłoby bez glutenu. Za granicą ludzie znali doskonale ten temat, a w sklepach było pełno takich produktów. Tutaj jednak, gdy pytałam sprzedawców o np. chleb czy ciasto, patrzyli na mnie nie rozumiejąc zupełnie o czym mówię. Teraz jest na szczęście o wiele lepiej, jeden z większych przedstawicieli spożywczych wprowadził do swojej oferty na stałe produkty bez glutenu. Nie smakują one tak samo jak te normalne, są o wiele bardziej suche jednak zdrowsze, więc zawsze je kupuję. Czasami wypiekam też taki chleb w domu, znalazłam naprawdę dobry przepis w internecie, ty też powinnaś spróbować – namawia moja interlokutorka.   
 
Który jogurt powinnam wybrać? Ten, który ma 8 gram białka, 6 węglowodanów i 4 tłuszczu czy ten, który posiada 8 gram białka, 15 węglowodanów, 1,5 tłuszczu? pyta niezdecydowana. Szybko jednak okazuje się, że jogurty w ogóle nie są dobre podczas diety i najlepiej je wykluczyć.
Po glutenie przyszła pora na mleko pisze Magda. Tym razem musiałam dłużej czekać na jej odpowiedź, ponieważ przez kilka dni nie było jej przy komputerze. Odkąd tylko pamiętam uwielbiałam je pić czy stosować do wszelkich płatków na śniadanie. Jeszcze gdy byłam małym dzieckiem, mama codziennie robiła mi takie zupy. Ostatnio jednak coraz więcej słyszy się o tym, że mleko krowie bardzo szkodzi. Początkowo próbowałam przerzucić się na produkty zawierające soję jednak wyczytałam, że są one bardzo toksyczne. Wybrałam więc mleko kozie, zarówno w formie pitnej jak i wszelkich serów. Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz je spróbowałam, myślałam, że nigdy nie uda mi się przyzwyczaić do tego specyficznego smaku i zapachu. Za każdym razem, gdy smarowałam swoje kanapki, czułam się zupełnie jakbym była na pastwisku. -dodaje.
 
Czy będzie ok jeżeli godzinę przed snem wypiję pół szklanki kefiru naturalnego? Pomóżcie ! krzyk rozpaczy wyłania się z kolejnego przeglądanego przeze mnie tematu.
Stosunkowo niedawno odkryłam firmę oferującą gotowe posiłki. Moja koleżanka z tego korzysta i jest bardzo zadowolona. Nie trzeba zawracać sobie zupełnie głowy gotowaniem, można jedynie zamówić pudełeczka w których będzie posiłek na cały dzień. Magda wita mnie nowym wpisem gdy jem śniadanie. Do wyboru mamy cztery rodzaje diet, w tym właśnie bezglutenową. Wiele znanych gwiazd z tego korzysta, czytałam, że m.in. Cichopek i Popielewicz. Jedyne co mnie powstrzymuje to cena, za dwa tygodnie przy 1000 kcal zapłacimy 840 zł –dodaje.  
 
Czy będąc na diecie mogę zjeść Tic-Taca? Niby ma tylko dwie kalorie ale czy to może zaburzyć moje odchudzanie? kolejne pytanie pojawia się w wirtualnej przestrzeni, na odpowiedź oczywiście nie trzeba długo czekać. 
 Aktualnie? Jestem na diecie na której zwraca się dużą uwagę na indeks glikemiczny. Produkty, które mają go dużo to np. piwo, ziemniaki pieczone, chleb czy bagietki. Wszystkie one posiadają indeks większy od 70 czyli oznacza to, że powinnam je jeść bardzo rzadko. Najważniejsze są w tej diecie zielone warzywa, morele, marchewka czy też pomidory. - stwierdza autorytatywnie moja przewodniczka po świecie diet.
 
Proszę ją by podsumowała krótko swoją dietę. Odpowiedź przychodzi prawie od razu. Nie wiem czy będę się dalej trzymać diety według indeksu glikemicznego, może zostaję jedynie na tej bez mleka koziego i samym glutenie? Jeszcze nie zdecydowałam. A może niedługo pojawi się jeszcze jakiś nowy trend w zdrowym odżywaniu? Słyszałam, że teraz produkty z konopi mają być bardzo modne.
 
Klaudię po raz pierwszy spotykam w maju podczas Światowego Dnia Nieswoistych Zapaleń Jelit. Patronat nad imprezą objęła grupa działająca na terenie całej Polski - ,,J-elita”. Stowarzyszenie pomaga ludziom chorującym na chorobę Leśniowskiego-Crohna lub Colitis Ulcerosa. Oba te schorzenia należą do grona autoimmunologicznych i na dzisiejszy dzień pozostają nieuleczalne. Etiologia nie jest znana jednak podejrzewa się czynniki genetyczne lub bakterie.
W planie tego dnia zapowiedziane są wykłady profesorów i znawców tematu ale również piknik i zabawy dla dzieci. Każdy może przyjść i zadać pytanie czy też zwyczajnie poprosić o pomoc. Choroby te są mało znane jednak coraz więcej osób na nie zapada, szczególnie wśród młodzieży i dzieci. Lekarze niestety posiadają znikomą wiedzą na ten temat, co często opóźnia postawienie prawidłowej diagnozy nawet o kilka lat. 
 
To pierwsze wydarzenie tego typu w Krakowie. Klaudia, uśmiechnięta od ucha do ucha, rozmawia z każdym po kolei, stara się jak najwięcej wyjaśnić i wytłumaczyć. Typowa nastolatka jakich wiele na ulicach. Jedyne co ją wyróżnia z całego tłumu to jej sonda, wystająca z nosa i biegnąca do torby, którą cały czas nosi na swoim ramieniu. Niektórzy rzucają w jej stronę zdziwione spojrzenia, większość jednak jest oswojona z takim widokiem. Wielu z nich również przeszło taką samą drogę, więc odwzajemniają jej szeroki uśmiech. Tu nie musi się czuć skrępowana.
 
Przebiega obok mnie w granatowej koszulce, śpiesząc się na wykłady, które za chwile odbędą się w Dworku Białoprądnickim. Tego dnia nie udaje się nam porozmawiać. Kolejny raz spotykamy się dopiero za miesiąc, podczas jednego ze spotkań grupy wsparcia. Tym razem jest również uśmiechnięta i tryska pozytywną energią mimo, że cały czas ma sondę. Gdy jednak spacerujemy, zauważam spojrzenia ludzi dookoła. Niektórzy z nich odwracają momentalnie wzrok, inni patrzą nieco dłużej. Każdy jednak chociaż na chwilę zawiesza na jej twarzy swoje spojrzenie.
 
Gdy po raz pierwszy wystąpiła potrzeba włączenia takiego żywienia, leżałam w szpitalu przez 6 tygodni. To były strasznie długi okres, ponieważ nie mogłam wrócić do domu i normalnego życia. Siedziałam wtedy na łóżku, a obok mnie cały czas pracowała pompa. Odłączano ją jedynie na krótki czas, gdy szłam się wykąpać czy szybko umyć. Chodziła cały czas, nawet w nocy. Początkowo bardzo się bałam. Nie byłam pewna czy powinnam się zdecydować na założenie zgłębnika nosowo-jelitowego. Nie mogłam jednak normalnie jeść, afty w jamie ustnej powodowały, że każdy pokarm sprawiał mi prawdziwy ból. Mój przełyk był zwężony, a przynajmniej takie miałam wrażenie gdy próbowałam coś przez niego przepchnąć. Wyglądałam zupełnie jakbym chorowała na anoreksję, było mi widać dosłownie każdą kosteczkę. Widziałam, że to dla mnie jedyne wyjście.
 
U Klaudii wszystko zaczęło się w lipcu 2011 roku, gdy zdiagnozowano u niej chorobę Leśniowskiego-Crohna. Do typowych objawów w tym schorzeniu należą bardzo częste biegunki (w ekstremalnych przypadkach nawet do 30 razy dziennie) z domieszką krwi, bóle brzucha, bóle kości i stawów oraz stany podgorączkowe. Dodatkowo w jelitach dochodzi do przewężeń, które wymagają interwencji chirurgicznych, tworzą się także liczne przetoki. Klaudia schudła 10 kg, przeprowadzono u niej podstawowe badania diagnostyczne (kolonoskopię, gastroskopię, tomograf, rentgen, usg), które wskazały jednoznacznie na źródło jej dolegliwości.
 
Kolejnym razem gdy wystąpiła u mnie potrzeba założenia sondy dostałam specjalny plecaczek z którym mogłam wychodzić na zewnątrz. Nie musiałam już spędzać tygodni przywiązana do łóżka w szpitalu. Wtedy jednak po raz kolejny pojawił się we mnie lęk. Tym razem przed pokazaniem się innym. Na początku bardzo przejmowałam się tym co ludzie będą mówili na widok mojej sondy i jak będą reagowali. Dzieci często otwarcie wskazywały na rurkę wychodzącą z mojego nosa i pytały co mi jest. Większość ludzi jednak udawała, że jej nie widzi.
 
Istnieją rozmaite metody i próby wprowadzenia choroby w remisję (leczenie żywieniowe, resekcja, leki immunosupresyjne) jednak żadna z nich nie jest całkowicie skuteczna. Przeważnie pacjenci wymagają coraz to nowszych zabiegów operacyjnych powtarzanych w odstępie kilku lat. Jednak nawet i one nie są w stanie zapewnić bezproblemowego funkcjonowania. Skuteczność zależy w dużym stopniu od tego w jak zaawansowanym stadium znajduje się pacjent. 
 
Nowym wyjściem, które pojawiło się kilku lat temu są nowoczesne leki biologiczne. Obniżają one praktycznie całkowicie odporność, ponieważ wtedy choroba w większości przypadków ustępuje. Posiadają one jednak wiele poważnych skutków ubocznych poza tym nie są refundowane we wszystkich przypadkach. By je dostać trzeba spełniać ścisłe i niesamowicie wygórowane kryteria. Leczenie prywatne jest nieosiągalne dla przeciętnej osoby, ponieważ jedna dawka to koszt okołu 8 tysięcy złotych.
 
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mając sondę nie można niczego jeść. Uśmiech gaśnie na twarzy dziewczyny. Przyzwyczaiłam się już mniej więcej do spojrzeń ludzi na ulicy, jestem teraz starsza i rozumiem, że tak musi być. Cały czas jednak nie mogę się oprzeć, gdy dookoła czuję wspaniałe zapachy różnych potraw, a ja mogę je jedynie wąchać i wyobrażać sobie co mogłabym zjeść. Przeważnie unikam chodzenia do restauracji czy miejsc gdzie masowo podają jedzenie. Mam silną wolę ale nie lubię wystawiać jej na próbę, ponieważ wiem, że nie mogę złamać swojej diety. Jedyne co jest dozwolone w moim przypadku to niegazowa woda mineralna. Można również wypić trochę preparatu odżywczego, tzw. ''drinka'' o smaku truskawki czy czekolady. Wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z alkoholem, to uzupełnienie całej mojej diety. Nie są one zbyt smaczne ale przynajmniej mogę poczuć w ustach jakiś smak  - rozmarza się nastolatka.
 
Leczenie żywieniowe, bo trzeba nazwać to leczeniem, jest jednym ze sposobów terapii choroby Crohn'a. U Klaudii jest to jak na razie jedyny rodzaj leczenia, który kontroluje jej chorobę. Aktualnie dziewczyna ma założoną przezskórną endoskopową gastrostomię - PEG, rurkę założoną przez skórę do żołądka. Skończyły się spojrzenia ludzi i pytania o wystającą z nosa rurkę. Klaudia dalej kontynuuje terapie żywieniową. Jak sama mówi  Do leczenia żywieniowego należy się przyzwyczaić - tak jak do wszystkiego. Na początku jest trudno i można spotkać się z różnymi problemami, ale potem podłączanie do kroplówki staje się czymś normalnym. nieodłącznym elementem mojej codzienności. Łatwiej jest zaakceptować taki sposób żywienia, kiedy widać dobre efekty. A u mnie właśnie żywienie dojelitowe pozwoliło na zmniejszenie zakresu operacji, poprawia stan odżywienia i daje siłę na w miarę aktywne życie. Skoro już godzę się z tym, że muszę być ''na żywieniu'', nie chcę pozwolić by to bardzo mnie ograniczało, dlatego staram się żyć aktywnie. Czasem nawet śmieję się, że oszczędzam czas, bo nie muszę tracić czasu na gotowanie i spożywanie posiłków. Chociaż wszystko teraz kręci się wokół jedzenia, to przy ogromnym wsparciu bliskich, akceptacji takiej formy terapii i dobrym nastawieniu można radzić sobie nawet z tym, że ktoś obok mnie zjada pyszny posiłek.
 
Pamiętam jak po raz pierwszy nieco zmniejszono mi rygor diety i pozwolono zejść kromkę chleba. - zwierza się Klaudia - Po czterech miesiącach prawdziwej głodówki to było naprawdę coś wielkiego. Nie byłam nawet pewna jak powinnam ją jeść, traktowałam ją jak skarb, jak najlepsze danie z ekskluzywnej restauracji. Przeżuwałam ją powoli żeby jak najdłużej rozkoszować się tą chwilą. Czasami jednak tak bardzo chciałam coś zjeść, że ostatecznie to robiłam. Gryzłam jednak później wszystko wypluwałam. Chodziło bardziej o poczucie jakiegoś smaku w ustach niż najedzenie się. Pokarm, który dostawałam w sondzie skutecznie napełniał mój brzuch i zapewnił uczucie pełności. Chciałam przypomnieć sobie wtedy jak smakuje prawdziwe jedzenie - uśmiecha się nastolatka.
 
„Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie: ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie kto Cię stracił …” Pomimo upływu lat i zmieniających się czasów, słowa Adama Mickiewicza z poematu „Pan Tadeusz” w dalszym ciągu okazują się niesamowicie adekwatne. Uniwersalna prawda, przedstawiona nam przez wieszcza, obrazuje idealnie nasze obecne społeczeństwo - goniące za kolejnymi trendami, zapatrzone jedynie i wyłącznie na siebie, odpychające chorobę jak najdalej się tylko da oraz traktując zdrowie jak coś oczywistego.  Trzeba pamiętać także, że wśród nas żyją ludzie, którzy nie mogą nic jeść, a kroplówki zastępują im posiłek. Wielu takich ludzi marzy o zjedzeniu choćby kromki chleba z masłem. Ale wśród nas są też tacy, którzy nieustannie gonią za zmieniającymi się trendami w diecie i chociaż nie muszą - odmawiają sobie niektórych produktów. Warto jednak zatrzymać się na chwilę i zastanowić czy nasze fanaberie żywione są nam naprawdę tak potrzebne do życia czy stanowią jedynie chwilowy kaprys, który przeminie wraz z modą.

 

 

Autor: 

Joanna Cisło - studentka III-go roku Dziennikarstwa na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego 

 

MAPA UŻYTKOWNIKÓW

Szukaj według

KALENDARIUM WYDARZEŃ

Więcej

północ-południe na żywieniu w sieci

Realizatorzy projektu

Apetyt Na Życie żyć z POMPĄ

Partner projektu

Dzieci Żywione Inaczej

Projekt współfinansowany ze środków

Pożytek