Strefa wiedzy dorosłego

Wchodzę w dorosłość

Każde dziecko marzy o tym by przekroczyć magiczne 18 lat. Czas do uzyskania pełnoletności się dłuży. W każdym nastoletnim umyśle posiadanie plastikowej karty zwanej dowodem osobistym wydaje się, jakby to miało odmienić całkiem życie. W końcu będzie dorosłym.

Wchodzę w dorosłość

Każde dziecko marzy o tym by przekroczyć magiczne 18 lat. Czas do uzyskania pełnoletności się dłuży. W każdym nastoletnim umyśle posiadanie plastikowej karty zwanej dowodem osobistym wydaje się, jakby to miało odmienić całkiem życie. W końcu będzie dorosłym.

W momencie przekroczenia tej bariery wiekowej nagle okazuje się, że trzeba wybrać ośrodek leczenia dla dorosłych. Pierwsza samodzielna decyzja, którą pacjent musi podjąć sugerując się innymi opiniami. Potem są dalsze decyzje, które musi podjąć, zgadzając się na badania bądź nie, i inne formy leczenia. Następuje strach przed nieznanym i odpowiedzialność do której nie nawykł. Przedtem to rodzice decydowali i nie musiał się przejmować. Wiedział, że chcieli dla niego jak najlepiej i podejmowali dobre decyzje. Nagle, bach! Musi podjąć decyzję, i to on zbierze żniwo swoich konsekwencji.

Przyzwyczaił się do swojego oddziału i swojego sztabu opieki i nagle te wszystkie „wujki” i „ciocie” będą gdzieś daleko. Nie przyjdzie już do nich jak będzie mu źle. A jak będzie chciał płakać, to musi skrzętnie ukrywać, bo „jest dorosłym”.

W końcu gdy zdecyduje się na nowy ośrodek zderza się z nowym światem, który nie jest dla niego przyjazny. Okazuje się, że opiekun, który jest lekarzem nie daje ani ciepła ani nie jest jego stróżem. Nie porozmawia, nie przytuli i nie wesprze. Ustawi do szeregu, przydzieli łóżko i czasem do niego podejdzie. Czasem. Młody pacjent jest zdezorientowany w takim momencie. Nie dość, że potraktowano go jako kolejną statystykę szpitalną a nie jak człowieka, to jeszcze najczęściej jest oddalony od rodzinnego domu, własnej rodziny. Jest sam. Boi się o cokolwiek zapytać, bo jeśli zapyta to usłyszy krzyki, wyrzuty, zdawkowe informacje. Siedzi w tej przeludnionej sali, nie przyzwyczajony do tego, że średnia wieku znacznie przewyższa jego wiek. Nie porozmawia z rówieśnikami. Słyszy różne przyzwyczajenia starszych ludzi, które na początku przerażają zanim się oswoi. Nie porozmawia z innymi pacjentami ani o rodzinie, matce, żonie, kochance, dzieciach, psach, wczasach w Egipcie. To inny świat. On dopiero wkracza w dorosłe życie. Nie ma żadnych kredytów, alimentów ani innych historii. Jest sam. Sam wśród ludzi. Słyszy krzyki osób schorowanych na demencje, upokorzenie innych siedzących we własnych fekaliach zdanych na łaskę bądź niełaskę personelu medycznego. Oprócz strachu gdzie on trafił, zaczyna docierać do niego, że … on się boi starości.

Siedzi w tym ponurym więzieniu. Nie ma za bardzo możliwości poprosić rodziców by czuwali nad nim jak w dziecięcym szpitalu Lekarze krzywią się „bo jest duży”. Z czasem z bezradności dopada go złość, a po jakimś czasie wypranie emocji. Wszystko co robisz w kieracie szpitalnym nie ma dla Ciebie znaczenia. Upodabniasz się do tych sylwetek mijających na korytarzu. Krzyczą? Udajesz, że nie słyszysz. Chce Ci się płakać? Uciekasz w poduszkę albo na sam koniec szpitala. Tęsknisz? Tak... wszyscy tęsknią. Starasz się bagatelizować, bo jesteś dorosłym i najwyraźniej nie masz praw do emocji, takich jak dzieci. Emocje zostaw dzieciom – słyszysz w głowie. Próbujesz przetrwać ten trudny okres przypominając sobie jak było w szpitalu dziecięcym. Kolorowe ściany, weseli lekarze, wspierający personel, przytulające pielęgniarki, drugie śniadania i podwieczorki, rodzice którzy nie byli traktowani jak intruzi a jako element hospitalizacji pacjenta. I nagle zdajesz sobie sprawę, że coś jest nie tak.

Potem nawet jeśli zwrócisz uwagę, to też spotykasz się z przykrościami o przyzwyczajenia z dziecięcego oddziału. Jako dorosły nie masz prawa odczuwać tęsknoty ani bólu! Nie wolno Ci płakać, bo zostaniesz histerykiem i pacjentem nie współpracującym. A badania nie bolą i nie są dyskomfortowe. To Ty jako pacjent jesteś nadwrażliwy, bo w dziecięcych szpitalach koło Ciebie skakano i dlatego jest jak jest.

Niektórzy dorośli pacjenci zostają wciąż w dziecięcych szpitalach. Niestety mają ograniczony pakiet opieki z powodu NFZ. Jednakże nie jest mi znane jak szpital dziecięcy rozlicza za dorosłego pacjenta. Od strony technicznej to wygląda po prostu tak, że dziecięcy szpital daje skierowanie do dorosłego ośrodka. Jeden papier.

Niektóre fragmenty są okraszone sarkazmem, głównie dla zobrazowania sytuacji w jakiej pacjent się znajduje, gdy zderza się przykrym przejściem znanego środowiska do środowiska, gdzie jest traktowany jako kolejna cyfra w statystykach.

 

Anna Borowy

MAPA UŻYTKOWNIKÓW

Szukaj według

KALENDARIUM WYDARZEŃ

Więcej

północ-południe na żywieniu w sieci

Realizatorzy projektu

Apetyt Na Życie żyć z POMPĄ

Partner projektu

Dzieci Żywione Inaczej

Projekt współfinansowany ze środków

Pożytek